|
Do Iraku, marsz!
Polska strefa okupacyjna w Iraku - to brzmi dumnie! Zamiast od morza do morza Polska rozciągać się będzie teraz od pustyni(Błędowskiej) do pustyni (irackiej).
Mam tylko nadzieję, że pomiędzy jeszcze coś nadającego się do życia zostanie.
Nie jestem mocarzem z historii, ale mam wrażenie, że ostatnio okupowaliśmy Kreml, zdaje się w siedemnastym stuleciu (Zakończenie tejże okupacji jest obecnie świętem państwowym w Rosji
obchodzonym siódmego listopada - dawniej rocznica rewolucji październikowej). Co prawda Litwini dodaliby jeszcze okupację za Piłsudskiego,
ale tu ciężej o jednoznaczną ocenę. Nie mamy więc w okupowaniu zbyt dużego doświadczenia, do czego zresztą władze (o dziwo!) łaskawie się przyznają.
Kilka dni temu w telewizorze jakiś ważny wojskowy wypowiadał się na ten temat mówiąc, że niezwykle istotna będzie współpraca z cywilami, a zwłaszcza ułożenie sobie dobrych stosunków z mułłami.
Oj, coś mi się widzi, że wielkich szans powodzenia ta misja nie ma. No bo patrząc na to z punktu widzenia typowo polskiego: Nie dość, że po ludzku nie mówią, religie mają nie naszą i dziwną siakąś,
alkoholu nie piją to jeszcze na dodatek najważniejsi są nazywani mułami. A jak Polak, co pod Somosierrą szarżował, urządzał powstania ma się dogadać z niepijącym mułem? Żadnej nici porozumienia.
Cień szansy, że można spróbować czymś pohandlować. Tyle, że wtedy nasi dzielni wojacy mogą wrócić do kraju w skarpetkach, albo z kodeksem Hammurabiego pod pachą.
Życie dopisuje czasami nieoczekiwane puenty. Właśnie usłyszałem, że razem z naszymi okupantami do Iraku mają jechać oddziały z Bułgarii, Ukrainy i Fidżi. Szykuje się niezła zabawa.