prozaki   Quefear
piosenki
powierszunki

Chciałbym napisać, że padało. Ale nie. Zawsze pada na pogrzebach. A na tym jak na złość świeciło słońce Pociliśmy się.
- Żeby już się skończyło ! . -
Gorąco. Czarne garnitury. Potem zakopali ją. Położył kwiat. I odszedł. Był spokojny.
Potem piliśmy. Długo. W nocy. - Gdyby ją kochał - piłby z nami.
Nie przyszedł.

Nie była piękna.
Jednak miała w sobie to COŚ - co sprawia, że kobieta jest pociągająca. Kołyszące ruchy. Spojrzenie. Głos od którego ...
Wykorzystywała to. Czasem ktoś naiwny myślał, że to ON ją podrywa. Nigdy tak nie było. Starannie dobierała ofiary. Kokietując. Wszystkich. Każdy jej ruch był informacją.Bodźcem. Zmysłowym kodem. Przesyłanym z miną przebudzonej kocicy. Płynęła.
Jak wirujący bezruch ziemi.
Jak...
Taką widzieli ją wszyscy. Taką On zobaczył ją po raz pierwszy.

Myśleliśmy - otrząśnie się. Zapomni. Jak długo można pamiętać ? Po tygodniu znajomości.
Nie rozpaczał. Nie zapijał się. Nie robił scen.
Czasem tylko nie poznawał ludzi. Na ulicy. W tramwaju. Zapraszaliśmy go. Żeby nie był sam. Przychodził. Siadał. To wszystko.
Żadnego kontaktu. Mieliśmy dosyć tego milczenia. Potem przestał przychodzić.
Odetchnęliśmy z ulgą.

Quefear kulturysta łowca głów szrpidrut roman pi wodołaz bywalec pajac szperacz goście, goście
poprzednia strona      następna strona