grafoman   Quefear
powierszunki
prozaki

Carpe diem

Jutro z rana
Zabiję wszystkie dzieci szatana
Zarżnę czarnego barana
bo krwawi ma rana
Jutro z rana...

Jutro w południe
Wciąż będzie przecudnie
Na ulicach ludnie
Na Bemowie i Bródnie
Jutro w południe...

Jutro wieczorem
Mlasnę trzy razy ozorem
Posilę się pomidorem
Bo będę matadorem
Jutro wieczorem....

Jutro w nocy
Kiedy miłość nas zaskoczy
W twe ramiona silne wkroczy
I namiętność nas zamroczy
Jutro w nocy....

Jutro...
Będzie futro!

Nie wiem czy

Nie wiem czy warto być bułką tartą
Nie wiem czy warto wszystko mieć
Nie wiem czy można jeść rydze z rożna
Nie wiem czy można

Nie wiem czy trzeba mieć nóż do chleba
Nie wiem czy trzeba Ciągle biec
Nie wiem czy chciałabym jeśli coś miałabym
Nie wiem czy chciałabym

Nie wiem czy
mieć wszy trzy
lubić
zgubić
mieć
chcieć
mielić
pielić
niańczyć
tańczyć
jeść
spać!

Wiem, że należy strzelać z moździerzy
Wiem, że należy gdy wróg tuż
Nie wiem czy starcza z mężczyzny tarcza
Nie wiem czy starcza

Metafizyczno-transcendentalny
bełkot pseudofilozoficzny


Śpiew łabędzia wzywa przyczajone
na strychu modliszki.
Spały.
Pióra ich skrzydeł zahaczają o chmury.
Deszcz zaczyna padać.
Kulki naftaliny stukają o próg.

Na pogrzeb mola nie zaproszono nikogo.
Pogrzebu nie będzie.
Pogrzebu nie będzie.
Mól sztywnieje.
Zasycha.
I kruszy się w końcu.
Samotnie.

Śpiew łabędzia budzi świat.
Żaba merda radośnie ogonkiem.
Ryby wyjmują z sieci złapanych przez noc
rybaków.
Dzięcioł czyści sztuczną szczękę.
Wychodzi do pracy.

Śpiew łabędzia ustał.
Białe zwłoki
pływały jeszcze chwilę
po jeziorze.

Quefear kulturysta łowca głów szrpidrut roman pi wodołaz bywalec pajac szperacz goście, goście