Quefear

archiwum

Freski z pasty cz.2, czyli robale

        Ta część mojej strony była przeze mnie zaniedbywana najbardziej do tej pory. Może dlatego, że samo gotowanie jest przeze mnie ostatnio bardzo zaniedbywane niestety. Kiedy gotuje się w domu raz na dwa tygodnie ciężko jest się zaopatrzyć w bardziej wymyślne składniki. Po jednym użyciu stałyby sobie w szafce i powoli się marnowały. Dlatego ostatnio stawiam na potrawy proste, nie wymagające wymyślnego przyprawiania sosem ostrygowym, czy inną oliwą truflową.

         Mistrzami dań łatwych szybkich i przyjemnych w obsłudze są niewątpliwie włosi. Dzisiejsze danie jadłam po raz pierwszy w Wenecji. Prawdę mówiąc w tym na wskroś turystycznym miejscu nie spodziewałem się niczego specjalnego. Ale był to jeden z tych wieczorów, kiedy dobre jedzenie i butelka wina wprawiają człowieka w taki specyficzny błogostan, który tylko przy jedzeniu rzeczy niezwykłych w niezwykłej atmosferze się zdarza.
Po powrocie do kraju postanowiłem przepis odtworzyć i po kilku mniej udanych doświadczeniach udało się. Potrzebujemy makaron spaghetti, mrożone obrane krewetki - wystarczy pięć sześć krewetek na jedną osobę - raczej duże niż małe, na pewno nie koktajlowe, cytryna, kilka ząbków czosnku, pęczek pietruszki, białe wytrawne wino, masło, sól i biały pieprz. Po pierwsze krewetki trzeba włożyć do miseczki (warto je przedtem umyć na wszelki wypadek) skropić cytryną, posolić i popieprzyć. Następnie siekamy czosnek, raczej niezbyt drobno i połową posypujemy krewetki. Po kilku minutach zalewamy je białym winem tak, aby wszystkie były przykryte. W tym stanie warto je zostawić na 20 - 30 min. W między czasie możemy ugotować makaron i wypić po kieliszku wina :). Ważną rzeczą jest aby zalać krewetki tym samym winem, które później wypijemy do obiadu/kolacji. Możemy teraz przystąpić do czynności właściwych. Krewetki wyjmujemy z zalewy i rzucamy razem z drugą połową posiekanego czosnku na rozgrzany tłuszcz, to może być oliwa z oliwek, ale raczej polecam masło, bo ono będzie integralną częścią naszego sosu. Krewetki obsmażamy z obu stron nie więcej niż po minucie z każdej strony. Smażone zbyt długo robią się twarde i gumiaste. Wyjmujemy je z patelni na talerzyk i znów skrapiamy cytryną. Na patelnie zaś dolewamy zalewę w której wcześniej leżały i mieszamy aż zmniejszymy drastycznie jej objętość. Wtedy wrzucamy krojony pęczek pietruszki i masło około ćwierć kostki na osobę. Kiedy masło już się rozpuści - nie może się zacząć gotować, lub nie daj Boże brązowieć - wrzucamy z powrotem krewetki oraz ugotowany wcześniej makaron dokładnie wszystko mieszamy. Najlepiej jest to zrobić na bardzo małym gazie a w kuchenkach elektrycznych można to zrobić po wyłączeniu palnika. Sos musi dokładnie oblepić nasz makaron, ale makaron nie powinien w nim pływać.

        Teraz tylko do kolekcji kieliszek białego wina i można poczuć się jak na urlopie w jakimś południowym kraju. Zima w tym roku co prawda nas oszczędzała, ale i tak ostatnie dni powodują u mnie coraz większą tęsknotę za latem.


19.02.07

Quefear łowca głów szrpidrut grafoman roman pi wodołaz bywalec pajac szperacz goście, goście