|
II
Ta opowieść zacznie się tu i teraz po kropce kończącej to zdanie a skończy się ciężko powiedzieć gdzie i kiedy (myślę jednak, że nie potrwa to zbyt długo - ta konwencja zacznie nas [Ciebie chyba nawet szybciej /co oczywiście jest sprawą indywidualną/] szybko nużyć), wszystko zależy od tego jak prędko znudzi mi się jej wymyślanie (o stronach ciężko wypowiadać się w ogóle, bo wszystko i tak zależy od formatu papieru i wielkości użytej czcionki).
Załóżmy że coś istniało. To coś istniało w jakiejś przestrzeni, którą poza tym tekstem nazywamy budynkiem lub domem (do wyboru pozostają jeszcze określenia typu: mieszkanie, kawalerka, willa, dacza, apartament [sądzę, że dałoby się tę listę uzupełnić o kilka określeń dodatkowych.].). Nazwij je jak chcesz bo i tak nasz istniejący twór zaraz je opuści. Stanie się to po tym, gdy przy pomocy sensorów słuchu porozumie się z innym istnieniem, które na potrzeby tego tekstu stworzyłem (jak to miło zostać na kilka wieczorów namiastką Boga!). ponieważ są to pierwsze moje stworzenia nazwę ich Adam i Ewa (gdzieś słyszałem, że jest taka tendencja do nazywania pierwszych stworzeń obdarzonych rozumem [co prawda w przypadku moich Adama i Ewy ciężko jest mówić o inteligencji czy myśleniu. Ich czyny i myśli będą zaplanowane i przeprowadzone przeze mnie] właśnie w ten sposób). Wszystko jedno które jak, bo drugie i tak zginie po tej rozmowie. Rozmowa ta odbędzie się przy pomocy przedłużacza działającego na wielkie odległości, lecz tym razem odległość nie będzie zbyt duża, a jednak podróż z miejsca gdzie przebywało pierwsze moje istnienie (Adam lub Ewa - jak kto woli). Okaże się zbyt długa, aby zapobiec tragedii, która rozegrała się w przestrzeni należącej do istnienia drugiego. Leżało w kawałkach. Przestało być istnieniem, chociaż wciąż materialnie istniało (jeżeli w ogóle w tekście może istnieć coś materialnego).
- więc jest i trzecie - pomyślałem za mojego Ewę i postanowiłem, że zostanie detektywem (Dobra powieść [zakładając, że ten tekst rozrośnie się w powieść /i {co może ważniejsze}, że będzie ona dobra/], w której występuje genialny detektyw zawsze przynosi jej autorowi korzyści i jakąś tam sławę.). dochodzimy w tym miejscu do mało przyjemnego fragmentu. Odnalezienie trzeciego wśród dwóch, zwłaszcza jeżeli jeden z nich jest szukającym a drugiego już niema (kolejność wymieniania jest zupełnie przypadkowa), byłoby nieco zbyt łatwe i mogłoby spowodować zakończenie tego tekstu w następnym zdaniu (ułatwiłoby to zdecydowanie pracę naszej Adamowi Holmesowi [czyli w pewnym sensie mnie], ale z drugiej strony utrudniłoby mi spisywanie dalszego ciągu). Dlatego zdecydowałem się wprowadzić dużo więcej istnień do tego tekstu (co nie znaczy, że wszystkie zamierzam opisywać lub nazywać). Na dodatek muszą się od siebie czymś różnić, bo inaczej odnalezienie tego, który zamienił żywe w nieożywione byłoby prawie tak samo banalne jak w pierwszym wypadku (zakładając, że sprawca dezintegracji jako jedyny by się czymś wyróżniał).
Marlowe obejrzał wszystko i zapamiętał niektóre elementy (w finałowym spotkaniu z rozpruwaczem okaże się, że te zupełnie nieistotne), które mogły pomóc mu w odnalezieniu ogrodnika (to aluzja do kawału z brodą. Wyjaśnianie go [tym, którzy nie wiedzą o co chodzi /bo ci, którzy wiedzą już się {mam nadzieję} zaśmiali/] nie sprawi mi przyjemności, a i bardziej ambitnym czytelnikom [jeżeli tacy w ogóle sięgną po ten tekst] też nie.).